Dodatek spoecjalny




Wspomniał tę rozmowę, gdy po dwudziestu latach nie tylko sama odeszła, ale też umiała pociągnąć za sobą dzieci. Pewnie, gdyby dzieci były małe, nieświadome otaczającej ich rzeczywistości, mógłby tę obietnicę zrealizować. Teraz jednak, gdy… no właśnie, „gdy? Co? Pierwsze dziecko stracił nie chcąc zadrażnień z „jej” rodziną. Drugiego syna stracił, bo nie umiał poradzić sobie ze stratą Stasia, odsunął się na bezpieczną odległość… nie było go. W to miejsce natychmiast weszła teściowa ze swymi naukami. Kolejne dziecko zmarło tak wcześnie… do dziś szuka przyczyn i walczy z myślami, których nawet przed sobą się boi.
Rozalka zawsze była z ojcem. Widząc, że matka, będąca pod wpływem krewnych całą uwagę skupia na najstarszym dziecku, musiał ją strzec. Musiał. Inna sprawa, że Rozalka zawsze była urzeczywistnieniem jego snów i marzeń. Gdy zabrakło Pawła a Gosia zaczęła się oddalać, to Rozalka stała się sensem życia. Postawił wszystko na jedną kartę, na córkę.
Teraz, gdy dorastająca córka najbardziej potrzebowała zgodnych decyzji rodziców, Małgorzata wykorzystała ten trudny czas aby poróżnić ją z ojcem. To się udało.
Ojcu teoretycznie pozostał Krzyś. Teoretycznie, bo dziecko słuchające przez całą dobę kalumnii rzucanych z każdej strony na ojca, musi w końcu uznać je za prawdę. Piotr musiał przyznać, że i najmłodszy jego syn jest stracony.

Spisując historię swojej rodziny był zmuszony przypomnieć sobie całe życie, także to z Gosią. Jak żywe powróciły nie tylko czasy złe, ale i te krótkie, ale jakże szczęśliwe, wypełnione nadzieją, szczęściem. To prawda, tych dobrych nie było wiele. Jak na dłoni widać, że oboje nie umieli ochronić się przed wpływami. Nie umieli strzec miłości, swojej rodziny. Ona sam, traktujący kiedyś każdą dziewczynę jak kumpla z konspiracji nie zauważył, że ta jego jedyna jest inna, że chce być traktowana całkiem odmiennie, że oddala się nie widząc, nie czując, że jest adorowana, że ktoś o nią wręcz zabiega.
Często szukał winy na zewnątrz. Tak, wiele osób dołożyło cegiełkę do tej rozbiórki, ale gdyby oni byli bardziej odporni, gdyby choć on sam… dziś nie musiałby walczyć z własnymi myślami. Jak to łatwo byłoby powiedzieć: „zrobiłem co mogłem”, ale nie zrobił.
Czy dziś jest za późno? Dwa i pół roku są osobno, Gosia spotyka się z innym, innym się wyżala, do innych tradycyjnie obmawia męża. Niszczy życie córki, ustawia synów przeciw ojcu. On sam nie pozostał dłużny. Zaplanował odpowiedź adekwatną do czynów, choć rozłożoną na miesiące, może lata. Poczynił już pierwsze kroki i… zaczął się zastanawiać: jak można godzić w część siebie, w część swoich dzieci? Znając swoją żonę nie bardzo wierzył w to, że ona się opamięta. Jeśli nie, pozostanie wzajemne wyniszczanie się. Wzajemne, ale też niszczenie samego siebie. On ją wciąż kochał miłością zranioną

Czy kiedykolwiek jeszcze przytuli ją i będzie mógł powiedzieć: „Kocham cię!”?



Rozdział I *** Rozdział II *** Rozdział V