Rozdział VI




Gdy kapłan już spełnił swój obowiązek a goście, jeden po drugim dopełnili formalności aby życzyć nowożeńcom szczęścia i wszelkiej pomyślności, jedynie Jacek Rogala zadał młodemu pytanie: - A coś ty taki poważny był przez całą Mszę? Odpowiedzi się nie doczekał… Kto mógł siadał później do swojego samochodu, kto go nie miał, wsiadał do wynajętego autobusu i wszyscy razem ruszyli do Białej aby wspólnie świętować szczęście tych dwojga, co właśnie od ołtarza odeszli.

Po przyjeździe do lokalu chwila zamieszania, powitanie młodych, zajmowanie miejsc. Nowożeńcy siadają na środku, nad nimi święty obraz, co miał strzec trwałości związku podarowany przez panią Mariannę. Nieco obok wielki napis: „Twój dom, moim domem”. Piotr chciał nieco innego – „Gdzie ty Kajus, tam ja Kaja”, ale według Małgorzaty ten pierwszy bardziej wyrażał wspólnotę.

Pierwszy taniec młodych, kolejne już dla wszystkich, wodzirej stara się zabawiać gości jak umie, z głośników leci „Wielka miłość” co miała zaklinać rzeczywistość. Goście bawili się chyba nieźle oceniając po stanie ciała i umysłu niejednego i tak doczekali oczepin. Po północy ci, co definitywnie zapomnieli o tym, że bawią się w miesiącu bezalkoholowym pozajmowali strategiczne miejsca na stole lub wszczynali bardziej stanowcze dyskusje z każdym, kto siedział w pobliżu. Robiło się coraz później.

- Czarek mi usypia, nie ma tu miejsca, gdzie można by go położyć? - zapytała Urszula swego brata.

Wesele odbywało się w wynajętej sali, ale Piotr przypomniał sobie, że jednak dostali do dyspozycji niewielki pokoik przylegający do głównego pomieszczenia.

- Jest tu takie miejsce, powiedz Krystynie, bo ona ma klucz.

Po chwili kobieta wróciła najwyraźniej poruszona. Ledwie mówiąc wyznała bratu, że jego nowa szwagierska odmówiła użyczenia pokoiku, ponieważ tam jest przechowywany alkohol, za który ona odpowiada.

- Twoja siostra na twoim weselu została uznana za złodziejkę alkoholu - wyszeptała.

Piotr nie odczekał, aż ochłonie. Gdy wyszukał wzrokiem żonę na sali, podszedł i zaproponował wyjście na papierosa. Była zajęta rozmową z drugą swoją siostrą. – Za kilka minut – odpowiedziała.
Poczekał. Nie miał innego wyjścia
Gdy wyszli przed budynek, Małgorzata zauważyła, że nie jest to zwykły przerywnik. Zdenerwowanie jej męża było aż nadto widoczne. On też nie miał zamiaru ukrywać prawdziwego powodu wyciągnięcia jej spośród bawiących się ludzi. W wielkim wzburzeniu opowiedział, co zaszło kilka minut temu i bez słowa wrócił do stołu. Usiadł jednak sam, z daleka od kogokolwiek. Do czasu zakończenia wesela nie stało się nic. Małgorzata u Krystyny nie interweniowała, nie starała się wyjaśnić sytuacji, nikt nie poszedł nikogo przeprosić.

Na kolejne incydenty nie trzeba było długo czekać. Problemy zaczęły się w autobusie, którym weselnicy wracali do Janowa. Ledwie przytomny od nadmiaru alkoholu Wiesiek, mąż Ireny zaatakował wulgaryzmami Jadwigę Korycką. Wykrzykiwał wszelkie żale, jakie cała rodzina musiała mieć do rodziców Piotra. Jak kiedyś opowiadała Gosia, zawsze był to „wariat”, ale od czasu wypadku, jaki spowodował po pijanemu, wyraźnie zmagający się z chorobą umysłową. Na tyle jednak pozostawał świadomy, że wiedział, iż „żółte papiery” chronią go przed odpowiedzialnością karną i może sobie na wszystko pozwolić. Co pewien czas, gdy się napił, ganiał więc z siekierą żonę, wyganiał z domu dzieci, ubliżał komu się dało. Nikogo nie można by winić i za ten incydent, gdyby ktoś wcześniej w jego obecności nie rozpowiadał o międzyrodzinnych nieporozumieniach.

Do domu na Moniuszki wrócili jedynie państwo młodzi. Pozostała część rodziny rozjechała do rodziców Małgorzaty lub jej dwóch sióstr. Państwo Andrzejukowie pomyśleli też o teściach swej córki zapraszając ich pod swój dach dla odpoczynku. Około godziny dziesiątej przed południem przyjezdni zaczynali już się zbierać do drogi. Jak każde polska gościnność, gospodyni każdego odjeżdżającego obdarowywała tym, co z wesela pozostało: a to torba owoców, a to jakieś ciasta czy kanapki. I tym razem nie zapomniała, że Koryccy udają się w kilkugodzinną podróż do Legionowa:

- Jadzia, poproś Gosię, to da wam jakieś picie – poradziła, ale Korycka nie miała zamiaru prosić o „jakieś picie” z wesela, które ostatecznie też finansowała.

Na szczęście ostatnie wiadomości nie prędko dotarły do nowożeńców.
- No, mężu, chyba musimy się nieco przespać – zwróciła się Gosia do Piotra gdy tylko zamknęli za sobą drzwi domu. Wypowiadając z naciskiem słowo „mężu” uniosła w górę dłoń eksponując obrączkę ślubną.
- Musimy, bo i tak długo nie odpoczniemy żono – odpowiedział Piotr powtarzając gest żony.

Krótki czas odpoczynku zakończył się niepodziewanie miło. Gosia, przebudziwszy się pierwsza, musnęła ustami policzek Piotra szepcąc ledwie dosłyszalnie: - Jak to dobrze obudzić się koło męża… jak to cudownie brzmi… mam męża…
Dzień, który właśnie wstał, nie był lekki. Wszyscy przemęczeni, niewyspani… Nad Piotrem i jego żoną wisiało widmo przeprowadzki, do jakiej miało dojść już we wtorek. Na poniedziałek zaś zaplanowany był tzw. ślub cywilny, w tamtym czasie jeszcze obowiązkowy.
Pomimo nieciekawej perspektywy, poranek sprawił, że Piotr nagle zapomniał o wszelkich obawach. Ciepłe, serdeczne słowa Gosi i jej emocjonalne akcentowanie słowa „mąż” przy serdecznym stosunku do niego budziły nadzieję i dawały spokój serca.

Dzień zszedł bardzo szybko. Późne śniadanie, pośpieszne pakowanie niemal całego dobytku Gosi, wieczorna Msza święta. Na spokojną rozmowę o weselu znaleźli nieco czasu dopiero w nocy. Piotr nie wracał teraz do incydentu z Krystyną, więc mogli zgodnie uznać wesele za udane.

- Maryla jednak przyszła sama – zauważył Piotr.
- No, przy mamie nie odważyła się przyjść z kochankiem.
- Właściwie dlaczego oni się rozstali z Witkiem?
- Początkowo wszystko było dobrze – zaczęła opowiadać Małgorzata. – Nie było im lekko. Nie mieli mieszkania, ciężko pracowali. Zmieniło się, gdy ojciec skończył budować ten dom a ona otworzyła własną aptekę. Przyszły pieniądze, znajomości, prestiż… no i Witek nie pasował do tego grona. Trzeba się go było pozbyć. Tylko mamy mi żal.
- Czemu?
- Oni przez jakiś czas żyli bez ślubu kościelnego. Mamusia bardzo to przeżywała, prosiła, tłumaczyła, w końcu wzięli ten ślub a niedługo potem się rozstali. Teraz Maryla jest związana a przecież jawnie prowadza się z tym chłopem.
- Mówiłaś, ze on też żonaty i dzieciaty, wiec sytuacja Maryli niczego nie zmienia.
- Niby tak, ale byłaby jakaś nadzieja na przyszłość, może by znalazła innego…

Dopiero teraz, gdy Piotr poznał bliżej wielu krewnych Gosi, mógł zrozumieć niełatwe relacje rodzinne. Przypomniał sobie właśnie, jak kiedyś, słuchając opowieści o dziecku, któremu wciąż brakuje ojca, wyobrażał sobie Pawełka. Do głowy mu nie przyszło wówczas, że słucha opowieści o rodzinie „z góry”. Dziś chłonął każde słowo żony. Skoro wszedł w tę rodzinę, musiał przecież traktować ją jak własną a więc i wiedzieć wszystko.

Drugi dzień małżeństwa Koryccy spędzili ciężko pracując. Wszędzie, gdzie tylko ktoś się obrócił, mógł dostrzec piętrzące się spakowane kartony czy foliowe worki. Szafki i półki pustoszały w szybkim tempie. Nie było wiele czasu. Nazajutrz mieli ruszyć do nowego życia w Nowym Dworze.
Po południu przyszedł czas na odwiedziny w janowskim Urzędzie Stanu Cywilnego. Jego kierownik nie krył zaskoczenia, gdy zobaczył umówionych nowożeńców w strojach świadczących o tym, że właśnie odeszli od prac ogrodowych i z obrączkami na palcach. Co więcej, nie życzyli sobie ani uroczystej oprawy muzycznej ani zdjęć. Jedno, co mógł, to zmusić ich do zdjęcia obrączek i ponowne ich założenie podczas wymawiania jakiegoś świeckiego zaklęcia. Po podpisaniu dokumentów, powrócili do pracy.

Ciężarówka zajechała bardzo wcześnie. Załadowali dobytek, teraz już ich wspólny i ruszyli w drogę. Już w pobliżu Wyszkowa okazało się, że wyładunek nie będzie miły – właśnie zaczynał padać deszcz. – Pomogę państwu – zaoferował się kierowca.
Gdy dojechali, okazało się, że deszcz nie jest jedynym problemem. Na Miłej 3 nadal nie było właściciela domu, do którego właśnie mieli się wprowadzić.
W tej sytuacji wspólnymi siłami opróżnili samochód składając wszystko na poboczu drogi, wszystko przykryli płatami folii i… oczekiwali mając nadzieję, że mężczyzna kiedyś przyjedzie. Na szczęście przyjechał.

Domek nie był wielki, ale dla Koryckich wystarczający. Kuchenka, pokój i mały pokoik dla dziecka. Problemem był tylko i „aż” brak ogrzewania. Co prawda mężczyzna obiecywał naprawę pieca, ale mimo upływu czasu, nie robił nic a wczesna jesień nadchodziła bardzo zimna.
Młodym jednak nie spędzało to snu z powiek. Pawełka Piotr zapisał do zerówki na Osiedlu Młodych, gdzie pani Monika starała się nauczyć go podstaw matematyki i tego, która rączka jest prawa, a im dni płynęły jak w baśni. Żyli swym szczęściem. Wydarzyło się coś nieprawdopodobnego. Spory przedślubne, brak jakiejkolwiek jedności czy nawet szacunku minęły jak zły sen. Zgodni, szczęśliwi, wspólnie patrzący w przyszlość. Gdy sami to zauważyli, zmianę przypisali zbawiennemu działaniu Sakramentu małżeństwa.

Pocieszające wydarzenie miało też miejsce w Lecznicy. Pacjentka, która weszła do gabinetu, już od proga informowała:
- Ja to już kiedyś u pana była. Byłam z synem.
- Przykro mi, nie przypominam sobie…
- Poprosił pan, abyśmy poszli do kościoła – przypomniała.
- Aaaa… i nie wróciliście.
- Nie wróciliśmy, bo tego dnia kościół był zamknięty. Wróciliśmy więc dopiero w niedzielę. Poszliśmy wszyscy, całą rodziną do spowiedzi. Później jakoś nie było czas aż w końcu zobaczyliśmy, że synowi te objawy ustąpiły.

Piotr dziękował Panu Bogu, że kobieta nie zapytał, co jej synowi dolegało, bo nie znalazłby prostej odpowiedzi. Niemniej przypadek ten dodawał mu skrzydeł. Bioterapia to niezwykle odpowiedzialne i trudne zajecie. Nie często widzi się natychmiastowe efekty pracy a i tego, co się z siebie daje – nie widać. W tej sytuacji każdy spektakularny przypadek uleczenia niezwykle cieszy.

Trwająca dwa tygodnie sielanka rodzinna skończyła się tak nagle, jak nagle i niespodziewanie się rozpoczęła..

Pewnego dnia do drzwi zapukał właściciel domu i obwieścił, że jednak nie będzie naprawiał ogrzewania, więc oni muszą szukać sobie innego lokum.



Rozdział I *** Rozdział II *** Rozdział V *** Rozdział VI *** Rozdział X